Asatryjskie Dzieci

Asatryjskie Dzieci

Postprzez szw2230 » wtorek, 7 maja 2013, 17:06

[Przeniosłem cały temat do bardziej odpowiedniego działu. KozioU!]

Pytanie do asatryjczyków którzy mają dzieci. Oczywiście Ci którzy ich nie mają też mogą się wypowiadac jak najbardziej.^^ A konkretnie.. czy wasze pociechy nie mają problemów w szkole czy też w swoim środowisku nie są szykanowane w jakikolwiek sposób przez to, że nie należą do "większości, czyli że nie wierzą w tego jedynego boga? Nawet same dzieci mogą nie miec nic przeciwko bo nie patrzą przez te głupie pryzmaty co dorośli. No i właśnie, czy inni rodzice nie zabraniają bawic się czy kontaktowac swoim dzieciom z waszymi?

nie wiem czy to odpowiedni dział w razie czego proszę o przeniesienie. ]:D
Natura jest świątynią, kędy słupy żywe
Niepojęte nam słowa wymawiają czasem.
Człowiek wśród nich przechodzi jak symbolów lasem,
One mu zaś spojrzenia rzucają życzliwe.



Piwo a miód pijali, o wino nie dbali.
Avatar użytkownika
szw2230
 
Posty: 17
Dołączył(a): poniedziałek, 1 kwietnia 2013, 12:20
Lokalizacja: Lublin

Re: Asatryjskie Dzieci

Postprzez Gotthard » wtorek, 7 maja 2013, 19:28

Wszystko generalnie zależy a) od rodziców, b) od dzieciaków. Zacznijmy od b). Mój Młody (lat 10) ma ten margines, że chodzi do klasy integracyjnej przez co każda "inność" bądź to fizyczna, bądź religijna nikogo nie dziwi i jest akceptowana przez wszystkich. Do klasy Młodego chodzą dzieciaki różnych wyznań i z tego tytułu nikt nie robi żadnych problemów. Dzieciaki podchodzą do tego bardzo zdrowo, pytają siebie nawzajem i szanują swoje poglądy. Jeśli są zgraną paczką, to nie traktują się nawzajem jak dziwaków, tylko wspólnie się bawią i tyle. To jest dla nich ważniejsze niż jakieś religijne podziały. Przykład u mojego Młodego w klasie jest chłopiec, którego rodzice są Świadkami Jehowy i to zdaje się takimi ortodoksyjnymi na ile tylko mogą. Ów chłopiec nie pojawia się na urodzinach czy innych świętach na które dzieciaki zapraszają się nawzajem, bo im na takie święta wiara nie pozwala. Nie wiem, nie wnikam, uważam to za trochę dziwne. W każdym razie kiedy dzieciaki wzięły go na spytki i dowiedziały się dlaczego nie przychodzi na takie dziecięce uroczystości, to robią mu wałówkę z cukierków i dostaje je w szkole, żeby chociaż w taki sposób mógł w imprezce uczestniczyć i żeby przez rodziców nie czuł się gorszy. Co dowodzi tylko tego, że dzieciaki wychowywane w normalny sposób, bez przeginania, potrafią być ponad wszelkie podziały.

Natomiast co do rodziców - czyli a), to niestety jest inna bajka. Tutaj już tolerancja jest mniejsza. Oczywiście, jeśli trafisz na rozsądnych rodziców o szerokich horyzontach, to nie ma problemu. Rozsądni ludzie wiedzą, że różnić się można mądrze. Jeśli zaś będzie to przysłowiowy "moher" niezależnie, czy zaberetowany, czy tylko aspirujący do zaberetowania prospect no to sprawa wygląda gorzej. Dzieciak jest indoktrynowany od maleńkości i a starzy próbują wychowywać małego katofaszystę. Wtedy to zależy od samego dzieciaka, jeśli dzieciak ma więcej oleju w głowie niż starzy, to nie będzie się alienował, rodzice mogą mu zabraniać swoje i tak zrobi. A jeśli będzie zadzierał nosa z powodów religijnych, to większe grono (zgrana paczka) go po prostu odrzuci, nikt się nie chce bawić z kimś, kto z byle powodu (religia u dzieciaków w dziecięcej różnorodnej społeczności jest powodem "byle") zadziera nocha.
Stowarzyszenie Asatryjskie Midgard
http://midgard.org.pl
Avatar użytkownika
Gotthard
 
Posty: 154
Dołączył(a): środa, 30 maja 2012, 15:59
Lokalizacja: Warszawa

Re: Asatryjskie Dzieci

Postprzez Thordis » środa, 8 maja 2013, 09:14

Mój syn (lat 6) też nie ma raczej takich problemów. Z podobnych powodów. Klasy integracyjne to jednak prawdziwe błogosławieństwo dla dzieciaków z jakąkolwiek "innością". Jeżeli w tej samej klasie są dzieci z autyzmem, ADHD i chłopiec z Anglii prawie nie mówiący po polsku, to naprawdę inna religia nie jest niczym dziwnym. Ponadto szkoła, którą wybrałam bardzo mocno propaguje naukę tolerancji, dzieci mają raz w miesiącu dodatkowe zajęcia właśnie o tolerancji, za każdym razem na inny temat (kolorów skóry, różnych kultur, niepełnosprawności itd.), ostatnio pani wychowawczyni nawet pytała mnie, czy mogłabym w czerwcu przyjść na takie zajęcia i poprowadzić lekcję o tolerancji religijnej. Na wniosek rodziców od przyszłego roku będą też organizowane zajęcia z etyki - specjalnie do nas (kilku osób) pani dyrektor dostosuje plan zajęć, żeby kilka klas 0, I i II miało religię w tym samym czasie, dzięki czemu będzie można połączyć dzieci z tych klas nieuczęszczające na nią i zorganizować dla nich lekcje etyki - to zespół szkół i jest jeden, zupełnie cywilny nauczyciel etyki dla szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum. Jestem z tej szkoły bardzo zadowolona (nie licząc porannej świetlicy, w której nauczyciele dorabiają do etatu i chyba minęli się z powołaniem, w związku z czym wybieram się właśnie do pani dyrektor). Świadomie wybrałam właśnie tę szkołę - dobre uzasadnienie wystarczyło, by dziecko zostało przyjęte poza rejonem, do jedynej publicznej szkoły integracyjnej w mieście. Szkoła jest nastawiona właśnie na dzieci "niestandardowe".

Problemy były, gdy dziecko chodziło przez trzy lata do przedszkola na wsi. Tam musiałam ostro walczyć z wiejskim zdewociałym wrednym środowiskiem nudzących się kobiet, wtykających notorycznie nos w nie swoje sprawy. Ale jeżeli człowiek umie sobie radzić, to sobie poradzi i jest w stanie ludziom skutecznie twarze pozamykać. Grunt to umieć bronić własnego dziecka, nie pozwalać sobie w kaszę dmuchać i nauczyć dziecko, by samo też potrafiło sobie radzić. Kosztowało mnie to sporo nerwów, ale opłacało się, bo w efekcie "sprawiedliwość zawsze była po mojej stronie". Z tego właśnie powodu szkołę wybrałam już nie najbliższą, ale w mieście i taką, jaka mi odpowiadała. Załatwiłam stosowną dokumentację - opinię wychowawcy i dyrektora przedszkola, psychologa i pedagoga z poradni - dzięki czemu dziecko bez problemu przyjęto mi poza rejonem. I problemy tego typu się skończyły.

Problemy zresztą, są zwykle (jeśli są) nie z dziećmi, a z ich rodzicami. A jeżeli ktoś jest tak ograniczony, by przez różnice religijne czy kulturowe nastawiać własne dziecko przeciw innym dzieciom, to tylko mu współczuję. Żeby grać na uczuciach dzieci - nawet własnych! - trzeba być albo skończonym złamasem, albo skończonym idiotą. I mądry rodzic i mądre dziecko takimi ludźmi się nie przejmują, bo oni nie są warci tego, żeby sobie nimi zaprzątać uwagę. Lepiej uczyć dziecko, że warto skupiać swoją uwagę na ludziach wartościowych.

Owszem, zdarza się, że poszczególni rodzice innych dzieci patrzą na mnie i dziecko krzywo - bardziej na mnie - ale ja się tym nie przejmuje i dziecko też nauczyłam się nie przejmować. Grunt to umieć ze swoim dzieckiem rozmawiać, tłumaczyć, oswajać ze światem zewnętrznym, uczyć radzić sobie w trudnych sytuacjach. Jeżeli rodzic ma z dzieckiem świetny kontakt i ma u niego wyrobiony silny autorytet, oparty na szacunku i przyjaźni, a jednocześnie żelaznej konsekwencji, ale nie na strachu, to dziecko będzie olewało to, co myślą o nim inni.

Budowanie silnych więzi rodzinnych i uczenie etycznego rozróżniania ludzi na swoich i obcych też się przydaje. Dzięki temu silniejszy wpływ na dziecko mają rodzice, krewni, przyjaciele i bliscy, a nie koledzy i ich rodzice, którzy mogą być fajni i sympatycznie, fajnie się z nimi pobawić, ale przecież nie "wiedzą lepiej", bo to mimo wszystko tylko obcy ludzie i jak dokuczają, to nie warto się przejmować. Dziecko, które czuje się kochane i akceptowane przez rodzinę i bliskie rodzinie środowisko (np. kindred czy kochanych asatryjskich wujków i ciotki, z którymi rodzina się przyjaźni), łatwiej znosi zaczepki obcych. Trzeba tylko dbać, by dziecko czuło się w pełni akceptowane przez najbliższe otoczenie, dowartościowane. Bardzo ważne jest też to, by dziecko miało przyjaciół-rówiesników. Wystarczy jedno czy dwójka dzieci w klasie czy dzieciak sąsiadów, z którymi bardzo mocno i prawdziwie się przyjaźni - tak na dobre i złe, bez oceniania - by dziecko nie potrzebowało być lubiane i akceptowane przez wszystkich wokół. Po co ma się wkupiać w łaski innych, skoro ma własnego przyjaciela/przyjaciółkę lub grupkę świetnych kumpli. To z nimi woli spędzać przyjemnie czas, niż zabiegać o względy całego otoczenia. Nie czuje się samotne i odrzucone.

Kolejna rzecz, która dobrze dziecku robi to kontakt z innymi asatryjskimi dziećmi. Dlatego warto budować więzi i relacje między całymi rodzinami asatryjczyków, także poznawać ze sobą nasze dzieciaki. Wspólne spotkania i święta, na które zabieramy dzieci (tak jak ostatnia Ostara) też działają doskonale. Dziecko widzi, że są inne dzieci takie jak ono, rodziny takie jak jego rodzina. I sama ta świadomość dużo mu daje. Bo wie, że nie jest taki jeden jedyny, nawet jeżeli w szkole nie ma więcej takich dzieci, to one są - może nawet w innych miastach, ale są i nawet można się z nimi czasem spotkać, wspólnie pobawić, pogadać, pobyć razem w atmosferze, do której dziecko jest przyzwyczajone. I że ten drugi chłopiec czy dziewczynka nie zapyta, czemu dziecko wrzuca kromkę chleba do ogniska, ot tak, w naturalnym odruchu, albo podczas burzy, gdy wysiadł prąd, twierdzi, że to lodowe olbrzymy go wyłączyły i dlatego Thor się teraz wścieka ;P Dlatego ja osobiście bardzo mocno propaguję integrację rodzin, także dzieci, a także uczestnictwo dzieci w zjazdach, świętach, nawet blotach. Do tego zupełnie naturalne uczenie tradycji i etyki w życiu codziennym - nie żadne wciskanie na siłę, tylko zwyczajne rozmawianie, tłumaczenie, dawanie przykładu własną postawą i "małe tradycyjne rytuały codzienne" odbywające się zupełnie naturalnie, bez przymusu. Dzięki temu dla dziecka taki sposób bycia i myślenia jest absolutnie naturalny, zwyczajny.

A z drugiej strony dziecko nie jest głupie - zadaje pytania, chce rozmawiać, oczekuje, że rodzic umie mu wytłumaczyć wszystko, czego je uczy. Nieraz ma wątpliwości, jak każdy człowiek, czasem się obraża i wścieka, czegoś nie chce. Wtedy trzeba mu na to pozwolić, dać pomyśleć samodzielnie, odpowiedzieć na pytania, ale nie "nakazać tak myśleć", do niczego nie zmuszać. Uczyć, ale dawać wybór.

Nie wiem, co będzie później. Liczę się z różnymi wersjami wydarzeń tego, co się może stać, gdy młody będzie starszy. Jako młody dorosły człowiek sam wybierze i ja mu przeszkadzać nie będę. Jeżeli będzie chciał uczyć się o innych niż moja religiach, tradycjach, kulturach - znajdę mu dobrych, rzetelnych nauczycieli. Jeżeli pójdzie moją drogą - bardzo się ucieszę. Jeżeli nie - to trudno, byle był ze swoim wyborem szczęśliwy. Bo dla rodziców ważne powinno być to, żeby ich dzieci były szczęśliwe. I tylko to.

Jednak póki co, jest dzieckiem i to ja jestem odpowiedzialna za jego wychowanie. I czuję się w obowiązku wychowywać go tak, jak ja sama uznaję za słuszne. I na chwilę obecną widzę, że on czuje się z tym dobrze. Jest szczęśliwy z tym modelem życia, jaki wybrałam dla mojej rodziny. Martwić się będę dopiero wówczas, jeśli okaże się, że przestał być z tym szczęśliwy.
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Asatryjskie Dzieci

Postprzez Ragnarr » wtorek, 1 kwietnia 2014, 12:28

Thordis - świetnie napisane. @]:D
Ja niestety muszę walczyć z indoktrynacją stosowaną przez babcię. Na szczęście mama i wujek zachowują w tym zakresie również daleko posuniętą czujność.
Avatar użytkownika
Ragnarr
 
Posty: 6
Dołączył(a): poniedziałek, 17 marca 2014, 10:58

Re: Asatryjskie Dzieci

Postprzez Thordis » wtorek, 1 kwietnia 2014, 13:28

A może wystarczy tłumaczyć dziecku, że babcia po prostu ma inną wiarę niż wy, a jest osobą starszą i ciężko jej przyjąć i zaakceptować odmienny punkt widzenia, szczególnie u osób młodszych od niej? Że starsi ludzie są bardzo mocno zakorzenieni w swoich poglądach i czasami ciężko z nimi dyskutować, a mimo to z racji podeszłego wieku należy się im szacunek i warto po prostu grzecznie wysłuchiwać tego, co mają do powiedzenia, ale dalej żyć po swojemu? W ten sposób jednocześnie budujesz poczucie niezależności i wolności w dziecku, jak i nie pozbawiasz go (a wprost przeciwnie - budujesz!) szacunku wobec babci. ];)
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Asatryjskie Dzieci

Postprzez Ragnarr » wtorek, 1 kwietnia 2014, 13:55

Z przyjemnością lecz
1. Dziecko 4 letnie a przynajmniej moje jeszcze tego poziomu abstrakcji w dyskusji nie pojmuje i nie stać go na dualistyczne pojmowanie tego co się do niego mówi - wszystko traktuje niezmiernie poważnie (dowód - ostatnie pytanie - ile było na ziemi smoków i czy Sigurd był szewczykiem:) ) i zachęcanie go do pobłażliwego wysłuchiwania babci i jednoczesnego puszczania mimo uszu tego co mówi nie wchodzi niestety jeszcze w grę.
2. Stoję na stanowisku, że wychowanie dziecka w zakresie wiary to rola rodziców i jeżeli Ci uprzejmie proszą o darowanie sobie krucjaty przeciwko niekatolickiej części rodziny, to prośba ta winna być wysłuchana i spełniona. W tym przypadku niestety prośby takie tylko podsycają chęć siłowego nawracania nie mówiąc już o wycieczkach osobistych na temat co najmniej braku przyzwoitości katolikosceptyków, że tak to ujmę.
Avatar użytkownika
Ragnarr
 
Posty: 6
Dołączył(a): poniedziałek, 17 marca 2014, 10:58

Re: Asatryjskie Dzieci

Postprzez KozioU » środa, 16 lipca 2014, 17:25

W temacie dzieci to szczerze się uśmiałem czytając przed chwilą na jednej z międzynarodowych asatryjskich grup na FB przytoczoną przez pewnego Kanadyjczyka z Ottawy rozmowę z jego 4-letnią córką podczas jazdy samochodem przez miasto:

Daughter (4yrs): “That is my babysitter’s church”
Me: “Yes it is.”
D: “She doesn’t have a vé in her backyard.”
M: “That’s right, she goes to church to meet her god.”
D: “She doesn’t have three gods, like us eh daddy?” (re our god-poles)
M: “That’s right, she has one.”
D: “Does she give him gifts?”
M: “Nope, she doesn’t give him gifts.”
D: “That’s sad… I don’t think that’s nice.”
M: “I agree.”
A furore Normanorum libera nos, O Domine!
Avatar użytkownika
KozioU
 
Posty: 1338
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:54
Lokalizacja: Warszawa


Powrót do Rodziny i ogniska

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron