Jeśli nie kindred to co?

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Leśna » środa, 8 sierpnia 2012, 19:48

I oto zamówione tłumaczenie. Z całym szacunkiem dla braci z USA – amerykańskie w niektórych miejscach do bólu zębów ]:D Jeśli ktoś nie zetknął się wcześniej z tekstami Asatryjczyków zza oceanu, może się poczuć, powiedzmy, lekko zdziwiony ]:P
Z kilkoma stwierdzeniami zawartymi w tekście nie mogę się zgodzić, jednak jest tu kilka celnych uwag, które warto rozważyć. Sami ocenicie.
Nie tłumaczyłam słowo w słowo, gdyż wyszedłby z tego jakiś strasznie kanciasty twór, jednak starałam się jak najlepiej oddać sens wypowiedzi autora.

Zaczynając od pojęcia zawartego w tytule:

Frith – słowo to wywodzi się z języka praindoeuropejskiego i w pierwotnej formie brzmiało priyas, co oznaczało „własny” (własny krąg, własna rodzina, własna społeczność). Z czasem powstały z niego słowa pochodne – jak staroangielskie fréodom (wolność) czy frigian (kochać), a także Fréa (pan, bóg, małżonek); wszystkie odnosiły się w pewien sposób do bycia częścią większej całości.
Według A Concise Anglo-Saxon Dictionary (dostępny online) friþ miało kilka znaczeń tworzących całość:
1.pokój, poczucie spokoju
2.bezpieczeństwo i schronienie
3.objęcie kogoś szczególną ochroną z groźbą surowej kary w przypadku jej naruszenia
4.przywrócenie do społeczności osoby wyjętej spod jej praw.
Zatem jeśli „pokój” - to stan spokoju, dobrobytu i bezpieczeństwa dzielony przez wszystkich członków społeczności, której jest się częścią.


Frith – unikanie samolubnego i egocentrycznego zachowania

Tekst autorstwa Marka Stinsona opublikowany na stronie Kansas City Heaten 28 maja 2012r


Choć osobie żyjącej w dzisiejszych czasach może się to wydać trudne do pojęcia, życie naszych przodków oraz ich bliskich – krewnych, przyjaciół czy współplemieńców – w całości objęte było stanem Frith. Oznaczało to, że nie pojedyncza osoba, a grupa rodzinna była podstawową jednostką społeczną.
Każde działanie podejmowane przez pojedynczego człowieka automatycznie miało wpływ na jego rodzinę: gdy dana osoba dokonała czegoś wartościowego, szacunek i podziw wynikający z czynu obejmował wszystkich jego krewnych; natomiast jeśli człowiek dopuścił się jakiegoś haniebnego, niewłaściwego uczynku – wstyd i zła sława spadały na wszystkich jego bliskich.
Posiadanie rodziny lub grupy bliskich osób było podstawowym wyznacznikiem wartości człowieka. Bez takiej grupy człowiek nie mógł liczyć ani na wsparcie na Thingu, ani na pomszczenie w przypadku śmierci, ani na normalne życie – człowiek pozbawiony grupy nie znaczył niemal nic, zaś jego życie było praktycznie bezwartościowe, na równi z życiem osoby wyjętej spod prawa.

W kręgu nowoczesnego Pogaństwa jedną z największych trudności z jaką zmierzyć się musi każdy kindred jest kulturowo wpojony nam pęd do indywidualizmu i samolubności. Według współczesnej (zachodniej) kultury indywidualne uczucia i potrzeby są nadrzędne, a więc jako takie powinny być dogłębnie zbadane, zanalizowane i zrozumiane. W pewnym sensie współczesny świat zachęca nas do postrzegania rzeczywistości jako czegoś stworzonego przez nas samych, gdzie każdy inny człowiek jest jedynie drugoplanowa postacią w historii życia jednostki.

Wiodące religie skupiają się na „indywidualnym zbawieniu”, „wolnej woli” jednostki oraz osobistej relacji z boskością. Wiodący nurt kulturowy powołuje do istnienia konsumpcyjny świat pełen zbędnych dóbr i przyjemności do których należy dążyć, w razie konieczności kupując je na kredyt. Nowoczesna kultura sprawiła iż małżeństwo – strukturalna i prawna podstawa stabilności rodziny – zamienione zostało na obrotowe drzwi kolejnych związków, nieangażujących się w wychowanie swoich dzieci ojców oraz porozumiewawczych mrugnięć w temacie zobowiązań na całe życie.

Z takiego właśnie środowiska kulturowego wywodzą się potencjalni członkowie Twojego kindredu: ze środowiska stojącego w oczywistej sprzeczności z dotrzymywaniem długoterminowych zobowiązań. Będącego także w sprzeczności ze stanowiskiem, według którego potrzeby rodziny lub grupy bliskich są ważniejsze od potrzeb pojedynczych jej członków. W sprzeczności z wysiłkami mającymi na celu stworzenie kindredu, którego członkowie pozostają w stosunku do siebie w stanie prawdziwego frith. W sprzeczności z tym rodzajem hojności, otwartości i bezinteresowności, które pozwalają jednostce pracować na rzecz swego kindredu i sprawiają, że jego dobro jest na pierwszym miejscu niezależnie od podejmowanych wysiłków czy przychodzących do głowy pomysłów. W sprzeczności z trzymaniem się zasad i wartości, którymi grupa się kieruje oraz współpracą i budowaniem wzajemnego porozumienia w trakcie realizacji podjętych zadań.

A zastanawiamy się, dlaczego kindredy ponoszą klęskę. Dlaczego z czasem jedni członkowie odchodzą, zastępowani przez kolejnych, a ci jeszcze przez następnych - o ile takowi się znajdą. Dziwimy się, dlaczego niektórzy porzucają ideę tworzenia silnego kindredu, sfrustrowani wszechobecnym samolubstwem, potrzebą ciągłego zwracania na siebie uwagi oraz sianiem niezgody przez ludzi nie potrafiących wyjść poza wnętrze własnej głowy na tyle długo, by stać się częścią grupowego Frith.

Praca ta odnosi się bezpośrednio do zjawiska samolubnego zachowania, zarówno opisując sytuacje w których ma ono miejsce, drogi jego uniknięcia, jak i sposoby na radzenie sobie w sytuacji, kiedy takie zachowanie już wystąpiło.

Jesteś reprezentantem swojego kindredu

Członkowie kindredu żyjący we Frith rozumieją, że ich uczynki i słowa wpływają nie tylko na ich osobiste Gefraim, ale także i przede wszystkim na Gefraim grupy. Wielu współczesnych Pogan ma kłopoty z dbaniem o własne dobre imię, nie mówiąc o dobrym imieniu kindredu. A przecież jest to niezwykle ważna cześć kultury opartej na wartości honoru – z hańbiącymi konsekwencjami niewłaściwych uczynków.
Jak twoje uczynki wpłyną na twój kindred? Jak odbiją się na nim twoje słowa? Jeżeli to co robisz jest pozytywne, pomocne i przyniesie korzystny rezultat dla kindredu – działaj śmiało. Jeśli jednak jest odwrotnie, a twoje działania zaszkodzą grupie – powstrzymaj się od nich. Wydaje się to takie zdroworozsądkowe...przekonacie się jednak nie raz, że ludzie rzadko w swoich działaniach i podejmowanych wyborach biorą pod uwagę tę prostą zależność.

Frith wymaga, by oceniając swoje uczynki i słowa jako pozytywne czy negatywne wziąć pod uwagę także zwyczaje i zasady kindredu. Jeśli naprawdę znasz swoich braci i siostry, będziesz w stanie określić ich punkt widzenia na swe planowane działania nawet bez zadawania pytań. Jeśli jednak nie jesteś pewien wpływu swoich czynów na grupę – poproś o radę. W przypadku gdy mówisz lub robisz rzeczy przez większość odbierane jako negatywne i szkodliwe dla grupy, powinieneś starannie rozważyć przedstawiane argumenty. W poważniejszych sytuacjach może pojawić się potrzeba rekompensaty nietrafionych działań.

Samolubni członkowie kindredu dbają wyłącznie o własne potrzeby i rzadko – jeżeli w ogóle – zastanawiają się nad wpływem na kindred tego, co robią i co mówią. Podejmując decyzje nie biorą pod uwagę ani zwyczajów i dobrego imienia kindredu, ani uczuć ludzi którzy wraz z nimi tworzą grupę. W przypadku gdy pojedynczy człowiek lub grupa jako całość zwrócą uwagę takiej osoby na negatywny wpływ jej działań, reakcją będzie gniew, uraza oraz postawa pełna buntu. Taka negatywna reakcja występuje zwykle niezależnie od tego w jak rozsądny i spokojny sposób problem został danej osobie przedstawiony.
Następnie pojawiają się wymówki i usilne zapewnienia o tym, że sytuacja się nie powtórzy. Jednak samolubny członek kindredu nie zadaje sobie trudu, by wziąć do serca otrzymane rady i dzień lub tydzień później dokonuje powtórki działań; zwyczaje i zasady kindredu zaś uważa za niepotrzebne i niesprawiedliwe ograniczenie własnych potrzeb i pragnień.

Członkowie kindredu żyjący we Frith pamiętają, że są jego reprezentantami, a pierwsze wrażenie wywierane przez nich na innych ludziach będzie miało wpływ na postrzeganie kindredu. Ważne jest więc, aby ich zachowanie odzwierciedlało wartości, jakimi kindred się kieruje. Samolubni członkowie grupy nie biorą tego pod uwagę; w ich działaniach niewiele jest zastanowienia, jak dane czyny i słowa wpłyną na wizerunek kindredu.

Włącz się w działania swojego kindredu

Ludzie pojmujący Frith rozumieją także, że działania podejmowane przez kindred są rdzeniem tego, co grupa pragnie zbudować, osiągnąć i utrzymać. W związku z tym to raczej wydarzenia spoza życia grupy są podporządkowywane kalendarzowi wydarzeń kindredu, nie odwrotnie. Gdy w życiu dzieje się naprawdę dużo, mądre zarządzanie czasem i planowanie pozwalają uniknąć sytuacjo gdy czas spędzony z członkami kidredu zostaje poświęcony na wypełnienie zadań, które mogły być zamknięte znacznie wcześniej. Zaangażowani członkowie kindredu nie wymawiają się od spotkań natłokiem zajęć, gdyż rozumieją że niezależnie od tego jak absorbujące i wypełnione obowiązkami jest życie codzienne, od każdego członka grupy oczekuje się, że znajdzie dla niej czas.

Samolubni członkowie kindredu zdają się nie rozumieć wagi związanych z nim wydarzeń. Często narzekają na czasochłonność spotkań i nie wkładają wysiłku w takie zorganizowanie swoich zajęć, by choć minimalnie pasowały do kalendarza spotkań; w związki z tym na większości się nie pojawiają, przedstawiając jedynie wymówki. W przypadku natłoku codziennych spraw zamiast mądrze zaplanować swoje działania, tracą czas na gry, telewizję czy imprezy, poświęcając przez to czas spędzony z kindredem na ogarnianie powstałych w ten sposób zaległości. Co ciekawe – samolubni członkowie kindredu pojawiają się na niemal wszystkich zgromadzeniach w jakiś sposób dla nich atrakcyjnych, zaś unikają spotkań których pomysłodawcami nie byli i z którymi wiąże się jakiś wysiłek.

Podczas wydarzeń prowadzonych przez kindred zaangażowani członkowie aktywnie włączają się w prace, rozwiązują problemy, komunikują się z innymi członkami grupy i udzielają im wszelkiej możliwej pomocy.

Natomiast samolubni członkowie grupy mają trudność z postrzeganiem siebie jako osób biorących udział w zbiorowym wysiłku; często mają także trudności w komunikacji z innymi członkami grupy. Zamiast własnymi siłami rozwiązywać problemy, wskazują je innym. Gdy pojawia się praca do wykonania, bywają trudni do odnalezienia. Podczas działań wymagających współpracy często sprawiają wrażenie osób zagubionych, którym trudno stać się częścią wykonującej daną prace grupy. Mają też tendencję do wykonania jednego lub dwóch zadań w ciągu całego wydarzenia prowadzonego przez kindred – i odczuwania ogromnej satysfakcji z tego powodu, podczas gdy inni angażują się w różne zadania od początku do końca imprezy.

Bądź rozsądny(a) i nie dąż za wszelką cenę do zwrócenia na siebie uwagi

Ludzie żyjące we Frith są w większości na tyle samoświadomi, by zdać sobie sprawę z tego, w którym momencie swojego życia zaczynają przejawiać niezdrowe wzorce zachowania. Jeżeli sami nie do końca potrafią zdać sobie z tego sprawę, są przynajmniej w stanie wysłuchać innych członków grupy, jeżeli ci zwrócą ich uwagę na pewne niewłaściwe zachowania. Gdy taki niezdrowy typ zachowania zostanie rozpoznany, człowiek mający na uwadze dobro grupy w swoich decyzjach weźmie to pod uwagę możliwość ich powtórzenia się, podobnie jak możliwość pojawienia się po swojej stronie negatywnych reakcji na krytykę. Taki człowiek będzie również bezustannie otwarty na informację zwrotną dotyczącą własnych zachowań.

Przykłady niezdrowych zachowań mogą być następujące:

prezentowanie postawy wyzywającej w stosunku do każdej osoby podejmującej decyzje lub
przejawiającej autorytet
potrzeba i poszukiwanie jakiejkolwiek formy uwagi, także negatywnej
zachowania pasywno - agresywne
potrzeba bycia w centrum zainteresowania w każdej sytuacji
robienie rzeczy mających na celu zszokowanie innych
czucie się „normalnie” tylko w sytuacji konfliktu i nawykowe wywoływanie niezgody
nagminny brak uprzejmości (czyli chamstwo ;)) w stosunku do innych
upijanie się – wraz z towarzyszącymi temu problemami
postrzeganie innych jako reprezentacji rodziców – i przybieranie wobec nich postawy buntu
brak empatii
odwlekanie konfrontacji z sytuacjami trudnymi lub nieznanymi
nadmierne zaangażowanie na początku zadań lub wydarzeń – i opuszczanie ich w późniejszych etapach
etc.

Samolubni członkowie kindredu pozbawieni są samoświadomości. Nie wychylają się poza wnętrze własnych głów na tyle długo, aby przyjrzeć się sobie i zastanowić nad motywami i konsekwencjami swoich działań. Są więc albo nieświadomi prezentowanych negatywnych zachowań, albo z całą świadomością nie chcą podjąć wysiłku w kierunku ich zmiany. Nie akceptują krytyki docierającej ze strony innych członków kindredu. Będą wygłaszać wymówki, usprawiedliwiać swoje negatywne zachowanie lub zechcą zrzucić winę na kindred. Czasem będą obiecywać zmianę zachowania, jednak nie akceptując tak naprawdę krytyki ostatecznie nie rozwiążą problemu.

Jedną z przyczyn dla której samolubny członek kindredu nie akceptuje krytyki jest życie według „scenariusza”. Żyją w świecie kreowanym we wnętrzu własnej głowy, gdzie wszyscy i wszystko powinno potwierdzać ich obraz rzeczywistości. Każda informacja, każda udzielona przez innych rada podlega filtrowaniu, tak że słyszane i rozumiane są tylko te rzeczy, które dana osoba chce usłyszeć i zrozumieć. Członkowie kindredu mogą spędzić niezliczoną ilość godzin na próbach wytłumaczenia takiej osobie co jest nie w porządku w jej/jego zachowaniu - z czego bardzo niewielka część zostanie przepuszczona przez filtr tego, co dana osoba zechce przyjąć. To swoiste zerwanie łączności może ostatecznie spowodować, że naprawienie istniejącego problemu stanie się niemożliwe, a kindred - dla ochrony samego siebie - będzie musiał zrobić coś ponad komunikowanie swojemu samolubnemu członkowi iż coś jest nie w porządku.

Buduj konsensus i akceptuj konsensus

Niezależnie od struktury Twojego kindredu i funkcji poszczególnych członków, grupa funkcjonuje najlepiej gdy decyzje podejmowane są na zasadzie konsesusu. Rozumiejący Frith przywódca wie, jak budować zgodę wokół proponowanych rozwiązań i gdy tylko jest to możliwe bierze pod uwagę zdanie innych członków grupy, zamiast forsować podjęte przez siebie decyzje.
Zaangażowani członkowie kindredu wiedzą, iż kluczem do budowania konsesusu dotyczącego zadań podejmowanych przez grupę jest komunikacja. Trzeba mieć możliwość opowiedzenia o swoich pomysłach i przedstawienia korzyści płynących z ich realizacji. Ponadto rozumieją, że starannie budowane zgodne stanowisko grupy jako całości jest o wiele lepszym gwarantem wzbogacenia hamingja kindredu niż realizacja narzuconego pomysłu jednej osoby – nawet jeżeli konsensus nie jest stuprocentowy.

Samolubnych członków kindredu frustruje każda zmiana lub dodatek do pomysłu, którego są autorami. Wiedzą czego chcą, a czas spędzany na uzgadnianiu stanowiska z innymi członkami grupy uważają za stracony. Ponieważ to oni wpadli na pomysł, mają z nim związane silne poczucie posiadania, stąd każda zaproponowana zmiana staje się zamachem na coś co jest ich prywatną własnością. Są przekonani, że ścisłe trzymanie się pomysłu jednej osoby jest skuteczniejsze i bardziej nośne dla hamingja od zgodnego wysiłku całej grupy; choć wiedzą, że jest dokładnie odwrotnie, ich reakcje emocjonalne kierują ich w stronę jednoosobowej inicjatywy.
A jeśli sprawy nie toczą się po ich myśli, mają tendencję do postąpienia zgodnie z zasadą: „to moja piłka, więc zabieram ją do domu”.

Po prostu to zrób

Żyjący Frith członkowie grupy rozumieją wysiłki i osiągnięcia kindredu jako należące do wszystkich jego członków. W związku z tym pracują ciężko, podejmują inicjatywę, a gdy zobaczą iż coś musi być zrobione – po prostu to robią. Nie spodziewają się, że ktokolwiek ich wyręczy. Jeżeli widzą, że ktoś z grupy potrzebuje pomocy, taką pomoc oferują. Gdy dostrzegą jakiś dotyczący grupy problem, od razu o nim informują, proponują metody rozwiązania, a często podejmują się jego naprawy dla dobra kindredu. Bardziej interesuje ich sukces społeczności niż ewentualne uznanie, jakie mogą otrzymać za swoje wysiłki; rozumieją, że sukces kindredu jest też ich sukcesem. Najlepszym obrazem ich relacji z kindredem jest odruchowe posługiwanie się słowem „my”.

Samolubni członkowie grupy mają tendencję do czekania, aż rzeczy zostaną zrobione za nich.
Często muszą usłyszeć, że mają coś zrobić, rzadko podejmują inicjatywę, a widząc że pewne działania powinny być podjęte pytają, dlaczego nikt się tym nie zajął. Widząc, że ktoś ma kłopot z wykonaniem jakiegoś zadania, oferują raczej krytykę i osąd zamiast pomocy. Dostrzegłszy problem nie oferują metod jego rozwiązania, lecz rozdmuchują go i szukają odpowiedzialnych za ten stan rzeczy.
Bardzo lubią podkreślać wartość swoich wysiłków i poszukują za nie osobistego uznania. Ponieważ czują się centrum wydarzeń, odruchowo posługują się słowem „ja”.

Odcienie szarości

Ten esej ma wyraźną czarno - białą konstrukcję, gdzie naprzeciwko rozumiejących Frith stają samolubni członkowie kindredów, z przedstawieniem i porównaniem jednych i drugich.
Wiadomo jednak, że niemal nikt nie żyje w nieskalanej zgodzie z Frith, podobnie jak nikt nie jest bezwarunkowo samolubny.
Wzmacnianie Frith wewnątrz kindredu jest stopniowym procesem. Musi upłynąć czas, zanim pojęcie Frith przekształci się w stan umysłu, nową normę, która zastąpi te zaszczepiane przez kulturę mainstreamu. Jeżeli nasze kindredy mają rosnąć, stając się silniejsze i stabilniejsze, wewnątrz nich musi wzrastać Frith, a nad samolubnością trzeba zapanować. Mam nadzieję że przez podkreślenie pewnych objawów samolubności będziemy w stanie ją dostrzec i w odpowiednim momencie ukrócić.

Esej ten w żadnym wypadku nie dotyczy konkretnej osoby i nikt z czytających te słowa nie powinien czuć się urażony. Jeżeli jednak masz wrażenie, że napisałem o Tobie – prawdopodobnie należysz do tych osób, które sądzą iż świat kręci się wokół nich.
Myślę jednak, że wszyscy skorzystalibyśmy z zadania sobie następujących pytań i rozważnej na nie odpowiedzi:

1.Czy postrzegasz siebie jako osobę z jakichś przyczyn należącą do kindredu – czy jako część swojego kindredu?
2.Czy zanim coś powiesz lub zrobisz zastanawiasz się nad wpływem, jaki może to mieć na Twój kindred?
3.Czy chcąc coś powiedzieć lub zrobić bierzesz pod uwagę zwyczaje i oczekiwania swojego kindredu?
4.Czy robisz co w Twojej mocy by przyjeżdżać na wspólne wydarzenia i starasz się tak planować inne zajęcia, by było to możliwe?
5.Czy zarządzasz swoim czasem tak, by nie poświęcać wspólnych wydarzeń na rzecz rozrywek?
6.Czy zdarza Ci się mówić wszystkim o tym jak bardzo jesteś zajęty(a) i choć chcesz aby było inaczej nic nie możesz na to poradzić? Czy nie jest tak, że inni mogą być jeszcze bardziej zajęci od Ciebie?
7.Czy masz swój wkład pracy w zadaniach kindredu, pomagasz w każdy możliwy sposób, rozwiązujesz problemy, wychodzisz z inicjatywą?
8.Czy zwracasz uwagę na to, co robisz i w jaki sposób, by wykluczyć niezdrowe wzorce zachowań?
9.Czy potrafisz konstruktywnie przyjąć krytykę ze strony innych członków grupy, czy raczej obraża Cię brak zrozumienia? Czy są chwile gdy czujesz się jak ofiara?
10.Czy zdarza się, że jesteś oskarżony(a) o niesłuchane tego co się do ciebie mówi lub słyszenie tylko tego, co chcesz usłyszeć?
11.Czy podoba Ci się wpływ, jaki inni członkowie kindredu mają na Twoje pomysły? Czy jesteś w stanie zaufać rezultatowi wspólnego podejmowania decyzji, nawet jeżeli oznacza to zmianę pierwotnego pomysłu?
12.Gdy plany nie rozwijają się zgodnie z założeniami, masz tendencję do oferowania pomocy – czy raczej szukania winnego?
13.Czy konflikty i dramaty są częste wewnątrz Twojego kindredu? Jak myślisz, dlaczego?

Koniec @]:D
Avatar użytkownika
Leśna
 
Posty: 160
Dołączył(a): piątek, 20 maja 2011, 21:30
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Isa » czwartek, 9 sierpnia 2012, 00:13

Póki co: @]:D za tłumaczenie!
Merytoryczne uwagi pojawią się później :P
Íss er árbörkr
ok unnar þak
ok feigra manna fár.
Avatar użytkownika
Isa
 
Posty: 279
Dołączył(a): poniedziałek, 28 marca 2011, 18:03
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Thordarson » czwartek, 9 sierpnia 2012, 11:48

Good job, Leśna @]:D

Taka ściana tekstu, że na raty musiałem ją czytać ]:D ale warto było
Thordarson
 
Posty: 175
Dołączył(a): poniedziałek, 16 kwietnia 2012, 07:48
Lokalizacja: Kraków

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Vrede » piątek, 10 sierpnia 2012, 11:51

Fragment pt "włącz się do działań swojego kindredu" powinno się wytłuścić a czcionkę powiększyć o kilka punktów :>

Brawa za tłumaczenie! @]:D
Avatar użytkownika
Vrede
 
Posty: 933
Dołączył(a): czwartek, 10 marca 2011, 21:56
Lokalizacja: Wrocław i Oslo

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez skaven » sobota, 11 sierpnia 2012, 15:24

@]:D Za to że chciało Ci się tłumaczyć, a nawet dwa @]:D ];)
skaven
 
Posty: 206
Dołączył(a): piątek, 11 marca 2011, 18:07
Lokalizacja: Wrocław

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Thordis » sobota, 11 sierpnia 2012, 19:59

@]:D Pierwsze za tłumaczenie. @]:D Drugie za to, że tekst dał mi wiele do myślenia i zmusił do wyciągnięcia cennych wniosków.
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Thordis » czwartek, 4 kwietnia 2013, 10:04

Przepraszam, że pod własnym postem, ale chcę poruszyć zupełnie inny problem niż poprzednio tutaj omawiane, a nie widzę potrzeby zakładania nowego tematu, skoro istnieje już taki, którego tytuł doskonale oddaje to, o czym chciałabym podyskutować.

Wiadomo, nasze "małe lokalne grupki" dopiero się tworzą, w ich obrębie większość osób dopiero zaczyna się poznawać. Nie można ich w żaden sposób nazwać kindredami. Może kiedyś, może warto do tego dążyć, ale z pewnością teraz jeszcze to byłoby olbrzymie nadużycie. Więc można by zapytać - jako co takie grupki traktować. Wiem, pytanie brzmi z pozoru idiotycznie. Oczywiście, że jako grupy znajomych asatryjczyków, którzy próbują się na razie po prostu poznać, z czasem może zintegrować, powoli i spokojnie. Ale z drugiej strony, zastanawia mnie (żeby samej sobie coś w głowie lepiej poukładać), jak widzicie przejście od całkowicie niezobowiązujących towarzyskich spotkań na piwie w celu pogadania o pierdołach, do robienia czegoś konstruktywnego, tworzenia się jakiejś konkretniejszej społeczności. Jak sądzicie? Kiedy należy taką grupkę zaczynać powoli traktować jako społeczność (jeszcze nie rodzinę, ale powiedzmy właśnie społeczność - chyba najtrafniejsze określenie, jakie mi przychodzi do głowy) i zacząć od jej członków wymagać zachowań społecznych, prób kształtowania odpowiedzialności społecznej?

Może w tej kwestii mogłaby mieć coś do powiedzenia grupa wrocławska, która już jest w jakiś sposób zorganizowana i zintegrowana? Jak to u Was przebiegało?
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Thorbiern » piątek, 5 kwietnia 2013, 19:48

Co prawda wywołałaś Thordis do odpowiedzi Wrocław, ale ponieważ temat dotyczy nas wszystkich to wrzucę swoje trzy grosze. Pytałaś o właściwy moment przejścia z grupy towarzyskiej ku społeczności. Tu trzeba by chyba zastosować prostą zasadę, ano wtedy kiedy wszyscy sobie ufamy i mimo różnych, zdań w różnych kwestiach darzymy się sympatią. A dojście do tego punktu musi przyjść naturalnie i przyspieszać niczego "odgórnymi dyrektywami" nie ma sensu. Stwarzanie sztywnych napięć, wymogów i kryteriów nie pomoże. Najpierw musi powstać "zgrana paka", która będzie materiałem do "asatryjskiej obróbki". Mądrość starożytnych ukuła sentencję: "Festina lente" i to jest chyba sposób. ];)
Þorbjörn Ríkarðson
Avatar użytkownika
Thorbiern
 
Posty: 203
Dołączył(a): wtorek, 22 marca 2011, 16:56
Lokalizacja: Łódź

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Vrede » sobota, 6 kwietnia 2013, 22:39

Thordis, może wrócimy do tego pytania za 10 lat? ;-D
To, że od ludzi nie tyle wymaga się, co spodziewa się po nich pewnych zachowań społecznych, wynika głównie z tego, że sami wymagamy od siebie określonych postaw. Wymaganie od siebie - ma sens. Wymaganie od innych (jeszcze nie rodziny, jeszcze nie grupy przyjaciół) może skończyć się rozczarowaniem i mocnym osłabieniem kontaktów. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny, słowny, ma te same priorytety - to i tak się dogadacie i razem stworzycie grupę. Nie trzeba tego o tej osoby wymagać.
Za swój ogromny i naiwny błąd uważam zakładanie, że każdy kto uważa się za asatryjczyka - stosuje te same zasady etyczne, tak samo rozumie honor, myśli w podobny sposób itd. Ludzie są różni, ludzie są słabi, ludzie się nie dogadują i przylepienie sobie etykietki "Asatru" jeszcze nikomu nie powiększyło jaj. W grupie trzeba sie przede wszystkim dobrze poznać i dotrzeć. Po kilku latach, po kilku beczkach miodu mozna powiedzieć, że się kogoś zna i uważa za część stada. I od takiego stada już możnaby ewentualnie wymagać - ale z drugiej strony nie trzeba, bo ma się pewność opartą na doświadczeniu, że dana osoba postąpi tak jak należy.
To, że tworzymy grupę ludzi wyznających tą samą wiarę nie oznacza, że w ogóle musimy się lubić. Mimo to grupa w sumie obcych sobie osób ale połączonych wspólnym celem (jak rytuał) jest w stanie współpracować. Kiedy zaczyna sie współpraca to następuje też podział obowiązków, których trzeba dopilnować. Można, a wręcz należy, wymagać punktualności i wywiązania się z tego, co obiecało się zrobić. Ale to takie podstawowe zachowania grupowe, właściwie oczywiste. To czy na dłuższą metę będzie się układać, czy powstaną przyjaźnie i rodziny to wielka niewiadoma na tym etapie funkcjonowania grupy.
W ciągu tych kilku lat działania wrocławskiej grupy przewinęło się sporo osób. Jest ten "core" grupy - niezawodny, dobrze zgrany oraz jednostki fluktuujące. Przychodzą nowi i albo zostają albo nie - a centrum działa i na szczęscie powiększa się. "Core" wymaga od siebie nawzajem, bo już się zna od lat i wie czego może oczekiwać. Natomiast od osób, które pokazują się sporadycznie a co za tym idzie - nie zna się ich za dobrze, nie sposób wymagać czegoś więcej niż właśnie punktulaność i poprawne zachowanie na spotkaniach. O tym ile kto jest warty decydują czyny - a ich obserwacja wymaga czasu. Pierwsze wrażenie może bardzo mylić.
Avatar użytkownika
Vrede
 
Posty: 933
Dołączył(a): czwartek, 10 marca 2011, 21:56
Lokalizacja: Wrocław i Oslo

Re: Jeśli nie kindred to co?

Postprzez Isa » niedziela, 7 kwietnia 2013, 01:13

A ja jeśli chodzi o Wrocław mam trochę bardziej liberalne podejście niż Vrede.

Przede wszystkim we Wrocławiu nie jesteśmy asatryjczykami osadzonymi w pustce. Mówiłabym tutaj raczej o środowisku pogańskim. Asatryjczycy, szamani i wielu innych - tworzymy społeczność.

Trudno zdefiniować tę społeczność. Podział obowiązków - częściowo to prawda, ale nadal niepełna. To raczej wspólne doświadczenia. To pewne relacje - przyjaźni czy niechęci - które się tworzą. To struktura złożona z osób, które w jakiś sposób czują między sobą chemię. Nie musimy się wszyscy lubić, nie taki jest tego cel. Są osoby nam bliższe i są bardziej obojętne. Nadal jednak razem funkcjonujemy, bo razem tworzymy całość będącą czymś więcej niż sumą jednostek.

I owszem, na społeczność składają się też rozczarowania. Możemy z powodu nieporozumień zamknąć się w czterech ścianach - bo kogoś nie lubimy! - albo przejść nad tym do pewnego porządku, zachowywać się jak dorośli i mieć szacunek dla wspólnej - dobrej czy złej - historii.

Nazwanie się grupą jest pewnym etapem budowania tożsamości, to prawda. Ale pamiętać należy o tym, że istotna jest treść, nie forma. Zanim zatem zaczniemy się definiować i przykładać uwagę głównie do etykiet - najpierw należy to poczuć. Tożsamość nie jest pochodną retoryki, ale przeżyć.

A kindred? Nigdy nie miałam parcia na tworzenie kindredu. Są osoby, które - de facto - należą do mojego kindredu. Znamy się z każdej strony - nie tylko tej najlepszej, pokazywanej światu zewnętrznemu. Znamy swoje słabości, widzieliśmy się nawzajem wtedy, kiedy świat walił się nam na głowy. Znamy się z sytuacji, gdy jesteśmy szczęśliwi i przemy do przodu, ale też z takich, kiedy na pierwszy plan wychodziły bezradność i zagubienie. Wiemy, że każde z nas wskoczyłoby dla drugiego w ogień. Mamy za sobą okresy milczenia, nieporozumienia i wyjaśnione żale. I nadal trzymamy się razem. Nie mamy tylko potrzeby używania słowa kindred, ani tworzenia go jako sztucznej formy. Jesteśmy po prostu rodziną. Czujemy się rodziną. To wystarcza.
Íss er árbörkr
ok unnar þak
ok feigra manna fár.
Avatar użytkownika
Isa
 
Posty: 279
Dołączył(a): poniedziałek, 28 marca 2011, 18:03
Lokalizacja: Wrocław

Poprzednia strona

Powrót do Rodziny i ogniska

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości