Strona 1 z 1

Gambit Wszechojca

PostNapisane: czwartek, 28 kwietnia 2011, 12:21
przez kairve
I dance with angels to celebrate the Holocaust
- Anathema, Alternative 4

1.
Obudził się na brudnym stole i gdy otworzył oczy, ujrzał najpierw ciemnożółtą lampę ze starą mrugającą żarówką. Głowa nie chciała się obrócić, a gdy wreszcie się przemógł, towarzyszył temu ciężki, pulsujący ból wędrujący od brzucha w kierunku szyi. Odetchnął ciężko i skrzywił się zaraz. Z lewej strony usłyszał stukot metalu. Zamarł, mimowolnie zaciskając lekko dłonie.
- To tylko ja - dobiegł go głos, sądząc po barwie, starszej kobiety. - Ładnie cię poharatali. Ale jeszcze się taki nie zdarzył, co bym go nie potrafiła pozszywać. Nawet - chwila milczenia - stamtąd.
Przemógł się i odwrócił w stronę źródła głosu, wydając z siebie zbolałe sapnięcie. Przy ścianie, w półmroku stała starsza, nieco postawna kobieta w podomce. Odkręciła wodę i spokojnie zaczęła przemywać jakieś małe przedmioty. Uśmiechnął się pod nosem. Zawsze tak wyobrażał sobie moment, kiedy wreszcie dostanie po dupie. Tylko wybawicielkę wolałby młodszą.
- No... - kontynuowała, odwrócona do niego plecami - Ale się udało, choć te twoje kiszki to był prawdziwy galimatias. - dotknął mimowolnie ręką brzucha i wyczuł zgrubienie biegnące w poprzek, niemal od biodra do prawej strony klatki piersiowej, drugie po lewej i trzecie, niemal jak ogromny pryszcz, na środku. Następne blizny.
- Nie ma takich flaków, których bym nie poskładała. - odwróciła się do niego, ukazując starą, ale uśmiechniętą ciepło twarz. - W końcu zszyłam niejednego psa czy kota.

Zamilkła i z kieszeni wyciągnęła skręta, po czym szybkim ruchem zapaliła. Podniósł się nieznacznie, usiadł i wyciągnął dłoń w jej kierunku. Podeszła, choć ostrożnie i podała mu drugiego. Ugniatał go przez chwilę wpatrzony w jej podomkę, wsunął między popękane wargi i pochylił się nieco. Odpaliła i cofnęła się zaraz nieznacznie. Wyprostował się, zaciągnął mocno i zaraz musiał zdusić kaszel. Po chwili uspokoił się, pociągnął po raz drugi i wypuścił chmurę dymu nosem. Spojrzał jej w oczy. Chrząknęła nerwowo i wskazała palcem na jego brzuch.
- To jak, kto ci to zrobił?
Milczał, ale myślami już był w tamtym czasie.

***
Już gdy wszedł do zapuszczonego wieżowca, wiedział że coś jest nie tak. Brudni, śmierdzący moczem ludzie gdzieś znikli, wraz z nimi ich odór uryny i niemytych ciał, zastąpiony przez lekką liliową woń. Dziesięc pięter... Zajrzał z ciekawości za róg korytarzyka. Szyb windy był pusty, drzwi dawno wyrwane, zresztą - prądu w tej okolicy nie widziano nawet z agregatów. Nie mógł się jednak powstrzymać przed spojrzeniem w głąb. Kabina, roztrzaskana, stała na poziomie piwnicy. Pewnie było tak od Scalenia. Wrócił na klatkę schodową. Z początku szedł powoli, ale im mocniej czuł ten dziwny zapach, tym szybciej zaczynał omijać kolejne stopnie. W końcu po szaleńczym biegu, odziany w krótką ciemną kurtkę i podobnego koloru spodnie mężczyzna wypadł z impetem z wyjścia na dach. Niebo, jak zawsze, zasnute było stalowoszarymi chmurami. Postawił pierwszy krok za progiem i przystanął, bo na dachu nie było tej osoby, której szukał. Spadły pierwsze krople deszczu, rozbijając się o powycieraną papę na dachu. Niedaleko krawędzi stała zaś jakaś wysoka i potwornie chuda postać, której barki i postura potężniały tylko przez skórzany płaszcz, jaki narzuciła luźno na ramiona. Nie zwracała na niego uwagi, spojrzała w dół po czym ścisnęła w dłoni nieco mocniej miecz o wężowatym ostrzu. Deszcz bębnił w blaszane pokrywy od ciągów wentylacyjnych. W powietrzu unosiła się, oprócz zwykłego zapachu deszczu, dusząca woń kwiatów.

(...ciąg dalszy za kilka dni, bo teraz wyjeżdżam ;)) Temat blokuję, a komentarze i zjebki, jeśli ktoś ma ochotę, może umieścić tutaj: http://asatru.pl/forum/viewtopic.php?f=52&t=122