Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami :)

Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami :)

Postprzez Hinni » piątek, 4 października 2013, 18:30

Witam. Temat być może będzie stanowił zalążek jakiegoś mądrego poradnika dla nie opierzonych (jak ja ]:) ). Chodzi mianowicie o personalizowanie ofiar i ogólne możliwości w tym zakresie. Nie tylko o wiedzę historyczną (czyli co komu i z jakiej okazji ofiarowywano) ale też o "współczesne tendencję" że tak powiem. Wiadomo, nie sam miód przecież się liczy. Pytanie też odnośnie darów "nie zeżeralnych" - jak biżuteria, broń (czemu nie, w dzisiejszych czasach też się zapewne da - choć właśnie zaczęłam się zastanawiać jak na losy Ragnaroku wpłynęłoby ofiarowanie Odynowi eskadry myśliwców z załogą), czy inne suweniry. Chętnie też usłyszę o "ciekawostkach", kwiatkach zza oceanu (bo tam to się dzieje) lub też z własnego podwórka. Zaprasza do dyskusji.
Śmiej się przy ludziach,
Płacz tylko w ukryciu,
Bądź lekka w tańcu,
Ale nigdy w życiu.
Avatar użytkownika
Hinni
 
Posty: 146
Dołączył(a): czwartek, 27 czerwca 2013, 18:57
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez KozioU » piątek, 4 października 2013, 19:39

Mogę się swoimi współczesnymi tendencjami podzielić: dawaliśmy w ofierze Freyi i Frigg biżuterię (najróżniejszą - bransolety, kolczyki, pierścienie), Odynowi, Thorowi i Freyowi broń (oddałem w ten sposób kilka swoich noży myśliwskich). Wanom często ofiarujemy monety, zdarzało się też ofiarować im "pachnidła". Takie niepalne ofiary wrzucamy do rzeki lub jeziora bądź topimy w bagnie, rzadziej zakopujemy w jakimś szczególnym miejscu. Z bardziej standardowych rzeczy alkohol - ale nie tylko miód, czasem również domowe nalewki (szczególnie boginiom), mocne piwo (to głównie Thorowi), było też whisky (kiedy towarzyszył nam nasz przyjaciel ze szkockimi korzeniami), wódka (goldwasser z opiłkami złota dla Wanów), raz chyba nawet bezalkoholowy sok z brzozy. Generalnie wszystko zależy od intencji i osoby, której ofiarujemy daną rzecz. Staramy się zawsze spersonalizować ofiarę i kiedy tylko możemy zrobić coś "od siebie" a nie sklepowego. Wiadomo, nie zawsze jest czas i okazja żeby np. piec bułki z makiem na Vetrablot (raz mi się udało!), więc butelka sklepowego miodu musi wystarczyć. Ale nawet wtedy przelewamy ją do ładnej kamionkowej butelki, a ofiary wrzucane do bagna/wody staramy się ładnie zapakować, jak to prezent dla kogoś ważnego.
A furore Normanorum libera nos, O Domine!
Avatar użytkownika
KozioU
 
Posty: 1338
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:54
Lokalizacja: Warszawa

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Thordis » piątek, 4 października 2013, 20:15

Uhhh... Poruszasz bardzo ciekawy temat i bardzo praktyczny, ale przy tym strasznie obszerny, to jeden z takich tematów-rzek. ];) Postaram się jakoś sensownie streścić moją prywatną, zupełnie subiektywną perspektywę.

1. Dla mnie rodzaj ofiary zależy od bardzo wielu czynników:

A. Dla kogo.

Podstawową sprawą jest dla mnie to, żeby ofiara była dostosowana do osobowości tego, dla kogo jest przeznaczona.
Dlatego np. nie wyobrażam sobie rytuału odynicznego w wersji wegetariańskiej albo wciskania Idunn czy Sif surowej wątroby. Nie dałabym Freyi topornej roboty męskiego sygnetu, a Thorowi jedwabnej wstążki we wszystkich kolorach tęczy.
Jeżeli nie wiesz, co dany bóg lub bogini lubi - poczytaj o nim/o niej. Jasne, mądre książki i źródła historyczne to nie wszystko, ale niejednokrotnie naprawdę wiele mówią o charakterze osoby, którą chcesz obdarować, możesz sobie z nich ułożyć jakieś wyobrażenie.

B. Z jakiej okazji, np. jakie to święto lub z jakiego innego powodu blotuję.

Jeżeli blotuję z okazji konkretnego święta, bardziej niż w prywatnych ofiarach kieruję się względami historycznymi, znanymi przekazami. Jednak nie trzymam się sztywno schematów, raczej staram się je interpretować, w końcu nie jestem odtwórcą obrzędu, ale jego myślącym i czującym uczestnikiem. Dlatego zamiast zarzynania zwierzęcia "na żywo", przygotowuję potrawę z jego mięsa albo kupuję od pobliskiego gospodarza kawał swojskiej szynki czy kiełbasy. I dzielę się tym, co pojawia się na moim stole w czasie świątecznej biesiady - dokładnie tym samym, czyli gotowymi potrawami, własnymi przetworami, napojami (nie tylko alkoholem, ale i np. własnej roboty sokiem czy kompotem), wypiekami, a nawet słodyczami. Szczerze nie sądzę, bym uwłaczała komuś podarowując mu z mojego stołu także trochę zwykłej czekolady czy cukierków, skoro sama się nimi świątecznie radośnie obżeram.

Nie widzę problemu, by na Herbsblot przynieść zamiast pszenicy czy owsa - np. totalnie niehistoryczną kukurydzę, a na Freyfaxi winogrona czy szczypiorek, które uprawiam u siebie w ogrodzie. Na święta związane z plonami i płodami ziemi staram się zawsze mieć coś, co sama wyhodowałam. Jasne, nie każdy ma szklarnię za domem, ogród czy działkę, ale równie dobrze można specjalnie na tę okazję wyhodować jakąś roślinkę na balkonie albo parapecie. I niekoniecznie musi to być przecież roślina jadalna. Bo czemu nie np. piękne kwiaty? A produkty kupne? Czemu nie?! Przecież moim "plonem" jest przede wszystkim moja praca, którą wykonuję na co dzień i pieniążki, które mi ona daje. Jeżeli nie zajmuję się w ogóle rolnictwem czy hodowlą, to czemu moje warzywa czy zboża z marketu mają być gorsze od tych prosto z pola uprawnego?

C. Czy to blot społeczny - wieloosobowy, rodzinny czy całkowicie prywatny.

Podczas dużych blotów na ogólnopolskich blotach raczej mało kto wybitnie szaleje z formą ofiary (choć i to się zdarza i nie widzę przeciw temu wielkich przeszkód, byle tylko w żaden sposób nie przeszkadzać współblotującym i nie budzić niepotrzebnych kontrowersji), zwykle daje się tzw. "standardy". Małe kilkuosobowe bloty rodzinne już bardziej sprzyjają osobistemu charakterowi ofiar i może to być coś jednego, wspólnego, taki zrzutkowy prezent od całej grupy, albo od każdego po drobiazgu. Natomiast całkowicie prywatne bloty, bardziej przypominające osobiste rozmowy niż rytuały... tutaj jestem za pełną dowolnością i zdaniu się na własną intuicję, inwencję twórczą, dopasowanie do prywatnej relacji blotującego z blotowanym.

D. Aktualne fizyczne możliwości.

Wiadomo, finansowo różnie bywa. Czasem stać mnie na szaleństwo i drogi, wyszukany, ekskluzywny prezent. Innym razem daję coś na miarę aktualnych możliwości, skromnie, ale szczerze.

Czasem ofiary składam przez ogień, czasem przez wodę, czasem wrzucam do dziury w ziemi, innym razem zostawiam na kamieniu, albo wrzucam do bagna. Każdy z tych sposobów implikuje formę ofiary przynajmniej do pewnego stopnia, więc trzeba się do "warunków terenowych" i aktualnych preferencji dostosować. Nie ma nic złego w byciu praktycznym, a moim zdaniem nawet wprost przeciwnie.

E. Względy całkowicie osobiste, wynikające z prywatnych relacji.

Często zdarza się, że decydują względy całkowicie prywatne, potrzeba chwili, jakość relacji, jej obecny stan. Bywa też, że dany bóg czy bogini wyraźnie życzy sobie konkretnej rzeczy, albo przynajmniej sugeruje, co chce dostać, daje wskazówki. Moim zdaniem warto słuchać tego, kogo chcę obdarować oraz własnej intuicji.

2. Akurat ja kieruję się nie tylko względami historycznymi, są one dla mnie raczej inspiracją niż czymś, czego należy się sztywno trzymać. Lubię ofiary niestandardowe (oczywiście, nie zawsze), uważam, że własna inwencja jest ważna. W kręgach "turbohistorycznych" czasami wychodzę na "wywrotowca" z "amerykańskimi zapędami", ale mi jest z tym dobrze. Lubię, gdy moje ofiary są w jakiś sposób osobiste, takie "od serca", tak samo jak wolę dawać ludziom na różne okazje prezenty "z duszą", dobrze dobrane i przemyślane, coś znaczące, a nie oklepane i standardowe. Podchodzę do ofiar właśnie identycznie jak do wymiany prezentów i obdarowywania w relacjach międzyludzkich - w prosty, logiczny sposób.

Najłatwiej mi się tłumaczy na zwyczajnych, ludzkich przykładach. I dokładnie takie jest moje podejście, te zwykłe, codzienne sytuacje przekładam także na relacje ludzko-boskie. Pozwolę więc sobie kilka takich obrazowych scenek zarysować:

Jeżeli ciocia Basia interesuje się robótkami ręcznymi, a nie przepada za polityką, wiedząc o tym, nie dam jej na urodziny albumu z biografiami znanych polityków, tylko raczej nowy przybornik z przyborami do szycia albo zestaw motków dobre jakościowo włóczki w nietypowych, wesołych barwach.

Wujek Staszek lubi dobre koniaki, wszyscy o tym doskonale wiedzą, więc na każdą kolejną okazję obdarowują wuja kolejnymi butelkami ulubionego trunku. Ja zwykle także właśnie tak robię. Wujek jest zadowolony. Bo dobrego koniaku nigdy za mało. Ale... ale... Czasem wpada mi do głowy myśl, że może ten koniak powoli staje się nudny, wujek ma go pod dostatkiem, a w dodatku miły staruszek zawsze wie, co dostanie. A gdyby tak spróbować tym razem inaczej? A gdyby dać wujkowi coś, czego się nie spodziewa? Może też by się ucieszył? Czemu miałby cieszyć się wyłącznie z koniaku? Może doceni twórczą inwencję i będzie szczęśliwy, że ktoś pomyślał o nim mniej stereotypowo? Od czasu do czasu staram się więc znaleźć coś nietypowego, co wujkowi Staszkowi też mogłoby się spodobać.

Prywatnie przyjaźnię się bardzo z kuzynem Piotrem, lubię z nim rozmawiać i często go odwiedzam. Uważam go za mądrego człowieka, więc często proszę go o radę, gdy mam problem. Akurat jestem zaproszona do Piotra na imieniny i myślę nad prezentem dla niego. Przypominam sobie nagle, że ostatnio razem oglądaliśmy dobry film. I... Piotr zwrócił uwagę na pewien przedmiot, który posiadał bohater filmu, a Piotrowi się on bardzo spodobał. Mam! Robię dla Piotra lub kupuję podobny przedmiot.

3. Czy tylko żywność? Moim zdaniem absolutnie nie. Moje ofiary to często przedmioty materialne. Podziwiam ludzi, którzy potrafią sami zrobić coś ładnego, zajmują się szeroko pojętym rękodziełem i to są naprawdę wspaniałe prezenty. Ale ja sama nie mam do tego talentu. Nie będę więc raczyć nikogo, kogo szanuję, moimi smętnymi wypocinami. Dlatego wolę taki przedmiot kupić lub zlecić komuś innemu wykonanie na zamówienie. Co daję? Najczęściej biżuterię, ładne rzeczy użytku codziennego, różnego rodzaju bibeloty, które mają "swój urok", rękodzieło.

Ale czemu tylko przedmioty materialne? A czy doskonałym prezentem nie jest napisany samodzielnie wiersz, albo skomponowana i zaśpiewana/zagrana na instrumencie piosenka? Ja ucieszyłabym się, gdybym coś takiego dostała zamiast przysłowiowych kwiatów na urodziny.

4. I jeszcze takie ciekawe spostrzeżenie. Bardzo ciekawe pomysły na ofiary mają... dzieci. Nie kombinują, nie studiują historii, ale są w tym bardzo naturalne. Mój sześciolatek (chłopak nigdy nie jest do niczego zmuszany, nic mu nie sugeruję, sam czasem odczuwa potrzebę złożenia ofiary na swój dziecięcy sposób, po obserwacji dorosłych albo w wyniku jakiejś swojej dziecięcej "myślówki") potrafi mnie czasem zadziwić. Wpada na pomysł zorganizowania miniblotu z soczkiem w celu ofiarowania bogom różnych ciekawych rzeczy: zaczynając od kawałka nadgryzionej bułki, poprzez własnoręcznie wykonany rysunek/wyklejankę/plastelinową figurkę, znalezionych na drodze kasztanach albo polnych kwiatach, a kończąc na małej zabaweczce (np. figurka zwierzątka, drewniana lub plastikowa "replika" broni) lub... (mój absolutny hicior) zabawkowym diademie księżniczki dla Freyi.
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Ulf » piątek, 4 października 2013, 20:25

Po jednym dla kazdego, dla Hinni za temat, dla KozUa i Thordis za odpowiedzi.

@]:D @]:D @]:D
Ulf
 

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Hinni » sobota, 5 października 2013, 07:12

Thordis napisał(a):I jeszcze takie ciekawe spostrzeżenie. Bardzo ciekawe pomysły na ofiary mają... dzieci. Nie kombinują, nie studiują historii, ale są w tym bardzo naturalne. Mój sześciolatek (chłopak nigdy nie jest do niczego zmuszany, nic mu nie sugeruję, sam czasem odczuwa potrzebę złożenia ofiary na swój dziecięcy sposób, po obserwacji dorosłych albo w wyniku jakiejś swojej dziecięcej "myślówki") potrafi mnie czasem zadziwić. Wpada na pomysł zorganizowania miniblotu z soczkiem w celu ofiarowania bogom różnych ciekawych rzeczy: zaczynając od kawałka nadgryzionej bułki, poprzez własnoręcznie wykonany rysunek/wyklejankę/plastelinową figurkę, znalezionych na drodze kasztanach albo polnych kwiatach, a kończąc na małej zabaweczce (np. figurka zwierzątka, drewniana lub plastikowa "replika" broni) lub... (mój absolutny hicior) zabawkowym diademie księżniczki dla Freyi.


Wyobraziłam to sobie i aż nie mogłam powstrzymać uśmiechu :). Fakt, dzieci nie rozważają tysięcy za i przeciw, są szczere w tym co robią i czasem wręcz niesamowite. Zdrowie Twojego syna @]:D

Przy tej okazji można omówić alternatywy dla miodu. Nie mówię o sytuacjach, kiedy mamy dwa rogi, ale takich, kiedy "róg abstynentów" jest jedyny. Czy w ogóle godzi się prosić bogów na abstynencką imprezę? Czy lepiej już ofiarować miód samemu go nie kosztując, lub tylko symbolicznie mocząc w nim usta? Wśród swoich znajomych spotkałam się już z blotem odprawionym na mleku z miodem. Z jednej strony można kręcić nosem, z drugiej oba te płyny są bardzo symboliczne, kiedyś były też cenne (w chwili obecnej mleko trochę podupadło, ale to przez to że z mlekiem nic wspólnego ten biały płyn już nie ma). Ale jeśli ktoś wyszuka dobry miód i po bega za "krówskim" mlekiem - myślę że czemu nie?

Jak przy miodzie (tym nie procentowym) jesteśmy, to jak z słodyczami? Czyli w nawiązaniu do tytułowych żelek. Rozumiem że samodzielne wypieki - jak najbardziej, jeszcze nie było sytuacji by domowy serniczek kogoś obraził. Ale co z łakociami kupnymi? Kiedy robi się przyjęcie dla znajomych, czy zaprasza kogoś na kawę, zawsze na stole jakieś ciasteczka, orzeszki w czekoladzie czy inne pralinki się znajdą. Czy zatem na stole przygotowanym dla bogów też jest dla nich miejsce, czy raczej z tego typu przystawek lepiej zrezygnować?

No i teraz jeszcze pytanie odnośnie broni. Pytanie dotyczy Tyra - jest on wojownikiem, więc broń wydaje się być odpowiednia. Jednak już nad ofiarowaniem mu łuku czy strzały można by się zastanawiać. Łuk jest bronią dwuręczną, taki prezent mógłby być w złym tonie. Z drugiej strony - zawsze jest ta druga strona - słyszałam o tym że strzała symbolizuje runę Tiwaz związaną właśnie z Tyrem. Przyznam że sama tematu jeszcze nie zgłębiałam, pytanie wyszło od koleżanki i w międzyczasie własnych poszukiwań przekazuje je mądrzejszym głowom :).
Śmiej się przy ludziach,
Płacz tylko w ukryciu,
Bądź lekka w tańcu,
Ale nigdy w życiu.
Avatar użytkownika
Hinni
 
Posty: 146
Dołączył(a): czwartek, 27 czerwca 2013, 18:57
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez KozioU » sobota, 5 października 2013, 10:39

W temacie abstynencji - często jeżdżę na miejsce blotu samochodem, więc z oczywistych względów nie mogę pić. Wtedy moczę tylko symbolicznie usta i nie uważam, żeby kogokolwiek miało to urazić. Na tej samej zasadzie co na rodzinnej imprezie na którą przyjechałem samochodem raczej rodzina się cieszy że jestem, niż marudzi że nie piję.
A furore Normanorum libera nos, O Domine!
Avatar użytkownika
KozioU
 
Posty: 1338
Dołączył(a): środa, 9 marca 2011, 00:54
Lokalizacja: Warszawa

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Sylcia » sobota, 5 października 2013, 18:40

myśmy już blotowały kupnymi ciastkami/wafelkami i nikt się nie obraził. do cholery, babcia mi zawsze takie kupuje jak przychodzę do niej :P tak teoretycznie to żelki też by pewnie były spoko, tylko nie wężyki bo sie źle kojarzą :roll:
Nie zajmuję się już asatru ani runami, toteż proszę mnie o to nie nagabywać. Konta niestety usunąć się nie da :p
Sylcia
 
Posty: 146
Dołączył(a): sobota, 13 października 2012, 17:29

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Ulf » sobota, 5 października 2013, 18:53

Sylcia napisał(a):myśmy już blotowały kupnymi ciastkami/wafelkami i nikt się nie obraził


A skad wiesz? :mrgreen:
Ulf
 

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Thordis » sobota, 5 października 2013, 20:05

Hinni napisał(a):Jak przy miodzie (tym nie procentowym) jesteśmy, to jak z słodyczami? Czyli w nawiązaniu do tytułowych żelek. Rozumiem że samodzielne wypieki - jak najbardziej, jeszcze nie było sytuacji by domowy serniczek kogoś obraził. Ale co z łakociami kupnymi? Kiedy robi się przyjęcie dla znajomych, czy zaprasza kogoś na kawę, zawsze na stole jakieś ciasteczka, orzeszki w czekoladzie czy inne pralinki się znajdą. Czy zatem na stole przygotowanym dla bogów też jest dla nich miejsce, czy raczej z tego typu przystawek lepiej zrezygnować?


Ja już swoją opinię w tym temacie wyraziłam.
Dodam tylko, że nie rozumiem, czemu niby miałabym obrażać gości, gdy zamiast upiec ciasto, kupię je w cukierni? Albo postawię na stół przy mało hucznej imprezie wafelki, cukierki i czekoladę? Ofiara spełnia dwie funkcje: 1. podarunku, 2. w przypadku produktów żywnościowych, dzielenie się jedzeniem z własnego stołu przeznaczonym dla gości - daję to, co jadam. Jak impreza większa i ważniejsza - jedzenie jest bardziej wykwintne i wyszukane, jak "skromna kawka" - to i żarcie skromniejsze. Czy naprawdę za każdym razem zapraszając gości do domu na zwyczajne, codzienne spotkanie, muszę przygotowywać potrawy jak na wesele córki?
Trochę logiki nikomu nie szkodzi.

Hinni napisał(a):No i teraz jeszcze pytanie odnośnie broni. Pytanie dotyczy Tyra - jest on wojownikiem, więc broń wydaje się być odpowiednia. Jednak już nad ofiarowaniem mu łuku czy strzały można by się zastanawiać. Łuk jest bronią dwuręczną, taki prezent mógłby być w złym tonie. Z drugiej strony - zawsze jest ta druga strona - słyszałam o tym że strzała symbolizuje runę Tiwaz związaną właśnie z Tyrem. Przyznam że sama tematu jeszcze nie zgłębiałam, pytanie wyszło od koleżanki i w międzyczasie własnych poszukiwań przekazuje je mądrzejszym głowom :)


A chciałabyś dostać bezużyteczny prezent? Bo ja nie lubię, gdy ktoś mi podaruje bokserki męskie i w dodatku nie w moim rozmiarze. Chyba że to łuk "ozdobny" służący do powieszenia sobie na ścianie jako bibelot, a nie użytkowy.
Thordis
 
Posty: 1155
Dołączył(a): sobota, 7 maja 2011, 11:43
Lokalizacja: Gdynia

Re: Blot - co dla kogo, czyli dlaczego nie blotujemy żelkami

Postprzez Freja » sobota, 5 października 2013, 22:34

@]:D dla Hinni za temat i dla wszystkich za odpowiedzi, temat bardzo u mnie na czasie.

Tylko wspomniana przez Thordis kwestia ewentualnej wegetariańskiej ofiary dla Odyna mnie nurtuje. Jestem wegetarianką i możecie się domyślić jakie jest moje zdanie co do ofiary "mięsnej". Wydaje mi się, że równie ważne jak osobiste perferencje poszczególnych bogów, ważne są też intencje osoby ofiarującej. Zwykłam ofiarować rzeczy, które dla mnie samej są cenne i mają jakąś wartość (oczywiście po uprzednim uwzględnieniu charakteru boga, dla którego blot jest przeznaczony). Czyli np dla Freji, nie pierwsze lepsze kolczyki, które były nietrafionym dla mnie prezentem, ale właśnie te, które mają dla mnie pewną wartość. Z prostego faktu, takim prezentem czy ofiarą byłabym powiedzmy zażenowana. Używając już popularnej analogii rodzinnej, dając cioci w prezencie urodzinowym pierwszą lepszą, kupioną w ostatniej sekundzie i na gwałt książkę czułabym się delikatnie mówiąc niefajnie. Już nie mówiąc o tym, że osoba obdarowna takim nieszczerym podarunkiem na pewno wyczułaby, że był to prezent kupiony na prędce (no chyba że jakimś cudownym zbiegiem okoliczności kupiłabym książkę, o której ciocia marzyła od dawna..). I co za tym idzie, niefajnie czułabym się również składając Odynowi, czy innemu bogowi, ofiarę mięsną. Raz, że nie uważam jej za konieczną, dwa, że moje intencje towarzyszące tej ofierze byłyby nie do końca szczere i pewnie wpłynęłoby to na "jakość" blotu. I znowu wg naszej analogii, zapraszając mięsożernych przyjaciół na kolację nie przygotuję im mięsa. Raczej spędzę cały dzień w kuchni żeby zadowolić ich podniebienia jakimś wegetariańskim posiłkiem, tak żeby nie poczuli się zawiedzeni brakiem mięsa na moim stole. Czy na prawdę uważacie, że Odyn "obrazi się" otrzymując taką ofiarę? Czy mam za każdym razem walczyć ze sobą i składać ofiarę, do której sama z siebie się nie za bardzo poczuwam?
Bättre är obett
än alltför mycket blotat,
den som ger vill jämt ha gengäld;
bättre är ogivet
än alltför mycket offrat
Havamål 146
Avatar użytkownika
Freja
 
Posty: 105
Dołączył(a): poniedziałek, 9 września 2013, 07:09
Lokalizacja: Kraków

Następna strona

Powrót do Rytuały i obrzędy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron